Za każdym razem, gdy pojawia się wspaniała osoba z cudowną inicjatywą – chcemy zatrzymać się przy tym fakcie na dłużej: poznać, przedstawić, powiedzieć o niej całemu światu.
Tak jest i tym razem. Katarzyna Jarocka – właścicielka Dzikiej Bawialni przy ul. Grzegórzeckiej w Krakowie – zdecydowała, że zorganizuje w tym roku spotkanie naszych podopiecznych i ich bliskich z Mikołajem… dzień pełen atrakcji, ale też umożliwiający chwilę odpoczynku i rozmowy.
Na co dzień słychać tu dziecięcy śmiech i można obserwować beztroską zabawę… Dlaczego teraz zdecydowała się Pani zorganizować w Bawialni spotkanie z Mikołajem dla podopiecznych Hospicjum?
Kiedy moja córeczka była mała, często mijałam Hospicjum, kiedy spacerowałyśmy. Zawsze pękało mi serce na myśl o chorych dzieciach i ich rodzinach… ale wtedy byłam w złym miejscu – miałam depresję i zaburzenia lękowe i też nie miałam takich możliwości. Kiedy otworzyłam bawialnię, stwierdziłam, że muszę pomóc. Oglądałam Wasze social media, widziałam, że organizujecie spotkania dla rodzin i pomyślałam, że w tym roku może to być u mnie. Chociaż miałam wątpliwości, czy nasz lokal będzie odpowiedni, czy nie za mały.
Jest idealny! Co jeszcze motywuje – poza chęcią pomocy – do organizacji takiego wydarzenia? Mikołajki to jest taki trochę magiczny czas, kiedy chce się sprawić radość każdemu dziecku?
I dzieciom zdrowym i chorym i rodzicom… U nas w Dzikiej obowiązuje zasada: „Dzieci to ludzie, tylko trochę mniejsi” i tak trzeba je traktować. Niestety wciąż zauważam, że nie wszyscy tak uważają. Widać to po najprostszych sprawach np. kiedy dorośli wchodzą do pomieszczenia, witają się z dorosłymi, a dzieci lekceważą. Domyślam się, że dzieci chore czy z niepełnosprawnościami – mogą być jeszcze bardziej wykluczane. A ja bym chciała, żeby były częścią naszego życia, żeby były widoczne!
Ponadto, rodzicielstwo samo w sobie jest trudne. A co dopiero, kiedy ma się pod opieką chore dziecko. Już samo patrzenie na cierpienie swojego dziecka jest dla mnie nie do wyobrażenia, a do tego dochodzi jeszcze ciągła 24-godzinna opieka, niewyspanie, zmęczenie. Rodzice Waszych podopiecznych, to bohaterowie! Chcę, żeby byli zauważeni, żeby poczuli się docenieni, żeby czasem ktoś zadbał też o nich.
Cieszę się, że dołączy do nas również personel Hospicjum. Wykonujecie trudną i wspaniałą pracę!
Dostajemy do dyspozycji całą bawialnię – nie było ani chwili zawahania?
Nie było ani chwili zawahania. Podjęłam tę decyzję sama – bez wiedzy mojego męża i wspólnika jednocześnie – ale wiedziałam, że Michał też nie będzie miał wątpliwości i miałam rację. Mój Mąż – chociaż ma bardzo dużo pracy i często bywa w rozjazdach – zaangażował się w akcję bardzo mocno. I tu chcę Mu bardzo podziękować, bo jest wspaniałym człowiekiem.
Czy takie spotkanie z dziećmi w różnych sytuacjach życiowych – może czegoś nauczyć? To doświadczenie może przydać się przy okazji innych projektów?
Przyznaję, że jest to pierwszy raz, kiedy organizuję taką akcję. Uważam jednak, że jestem w bardzo dobrym miejscu w życiu, a niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia. Dlatego sądzę, że moim obowiązkiem jest dzielić się tym, co mam z innymi – bardziej potrzebującymi.
Od początku jestem bardzo podekscytowana i wierzę, że jak najwięcej osób będzie chciało zaangażować się w tę imprezę. Tak, napędza mnie to. Przede wszystkim daje poczucie, że moja praca ma sens i miejsce, które stworzyłam (a włożyłam w to ogrom zaangażowania) może dawać radość.
Dziękujemy za tę inicjatywę i dziękuję za rozmowę.



